ŚMIESZNE TEKSTY I OPOWIADANIA

"Dinozaur i przyjaciele"

 

Dinozaur był miłym, sympatycznym pochodzącym z Albasomii Wschodniej stanu Mizuraur, chłopcem. Jego często zaczerwienione policzki na zielonej twarzy (był cały zielony) zdradzały to, ze bym nieśmiały. Zawsze jak wchodził do sklepu po mleko firmy Paskate (była też firma Rogate, która była konkurencja firmy Paskate i ich mleko jest za tłuste dla naszego Dinozaurka, a Dino był chłopcem przy ciele i tłuste mleko mogłoby mu zaszkodzić) szedł z mama za rączkę. Pewnego razu poszedł nasz bohater do sklepu po wafelki, bo mama mu obiecała, ze może iść kupić dla siebie wafelka. I poszedł do sklepu Karo Biss... - Dzień dobry! - powiedział nasz miły i sympatyczny Dino - Dzień dobry Dino. W czym mogę pomoc? - odpowiedział z uśmiechem pan sprzedawca Nasz Dino się chwile zastanawia... - Hmm... Poproszę wafelka - odpowiedział nieśmiało Dino - Już podaje - powiedział pan Lama - Ile płace ? - 5 zł - odpowiedział sprzedawca i położył na ladę dwa mleka Dino przemyślał chwile: Zawsze chodzę z mama po mleko, a teraz jestem bez mamy, wiec czemu dal mi mleko... aa... bo teraz kupuje dwa mleka. - Dziękuję, do widzenia! - krzyknął uradowany Dinozaur wychodząc ze sklepu - Do widzenia, zapraszam ponownie. - usłyszał Dino Dino wracając ze sklepu, śpiewając piosenkę ("Gdy leję, lubię patrzeć na oczyszczalnie ścieków"), która niedawno usłyszał w radiu (Radio Z(ielen)) jak zwykle spotkał jednego ze swoich kumpli z Zielonej Brygady: - Yo yo Diino Meeen. Co tam meeen? - przywitał się skejcik Czarls, który był zebrą (czarną zebrą w białe pasy). Jego rodzina składała się: z ojca - tygrysa, matki - hipopotama, no i siostry - żyrafy). Tygrys miał ojca wieloryba i matkę mrówkę. Ich związek może wydawać się dziwny, ale po stosunku mrówki z wielorybem powstał tygrys, który był połową rozmiarów mrówki i wieloryba (tyle samo mrówek mogło wejść do tygrysa, co tygrysów do wieloryba). Były to ostatnie elementy w drzewie genealogicznym zebry. - Yo ziom. A nic, leci jakoś, ciurkiem w sumie trochę, z kranu - przywitał się Dino z zebrą. - Ty, to ziomuś dawaj dzisiaj z nami do lasu na grzyby - zaczęła nawijać zebra - No w sumie, nie ustawiłem się z nikim, mogę pocisnąć - odpowiedział Dino poszedł z zebrą najpierw po siostrę żyrafę, no i później do lasu. Idąc żyrafa zahacza swoją długą szyją o gałęzie drzew. Spotykają też ciocię mrówkę, do której przyszła ciocia pingwin z wujkiem mrówkojadem. Żyrafa w tym czasie najmocniej puknęła się w głowę i trochę ją zakołysało jakby była pod wpływem alkoholu, wiec ciocia mrówka z wujkiem mrówkojadem pomyśleli, ze jest pijana. - Ej, siora, co Ty taka przypałowa ? Ostro się patrzyli na Ciebie - powiedział do żyrafy Czarls - No to nie moja wina, ze te drzewa takie niskie, a ja wale w nie jak w bęben - odparła - Schyl się trochę, to nie będziesz tak ocierać - podpowiedział Dino, który cały czas z nimi szedł na grzyby i trzymał mleko, które kupił zamiast wafelka - Ok - przymarudziła żyrafa Przechadzając się po lesie i wypatrując grzybów, bo po nie w końcu poszli, natrafili na dziwny przedmiot... - Widzicie to co ja ? - zapytał zdziwiony Dino - Yyyy... - jęknęła żyrafa - To chyba jest kupon Dużego Lotka! - krzyknął z zadowolenia Czarls Wszyscy tak krzyczeli ze szczęścia, bo zauważyli, że to był jeszcze ważny kupon Dużego Lotka, i mięli w ręku 6 milionów złotych. Cały las chyba usłyszał ich wrzaski. Musieli przemyśleć całą sprawę: - To co z tym zrobimy ? Mamy jeszcze... hmm... - zapytał się Czarls i przemyślał chwilę - 3 dni na odebranie pieniędzy, później kasa przepada - oznajmił Czarls i trochę zmartwił resztę kompanów - A gdzie jest najbliższy oddział Lotka ? W Budapeszcie chyba, nie ? - odpowiedziała pytając żyrafa - No, chyba tak - powiedział nasz główny bohater, Dinozaur - To jaki jest plan ? Idziemy ? - zapytał Czarls i oczekiwał na "tak" - Idziemy, bo co innego mamy robić ? Jest 6 mln do wygrania, to trzeba iść w końcu, nie ? Więc poszli. Szli, szli, szli i szli. Szli aż zapadł zmrok. Zrobiło się ciemno i młode zwierzaczki trochę zaczęły się bać. Były w końcu same w lesie. - Trzeba zrobić przerwę - powiedział zmęczony Dino. - Ale czas to pieniądz, a my mamy tylko 3 dni czasu -wybełkotała zmęczona żyrafa - Ty chyba naprawdę jesteś zasiana ? - burknął jej brat - No to co z ta przerwa ??! - wykrzyknął Dino przerywając ich sprzeczkę - A, hmm? to prześpijmy się trochę, ale na zmianę będziemy trzymali warte, bo nam jeszcze zwiną kupon lotka - ziewając rzucił hasło Czarls - No dobra to ja będę pierwszy trzymał warte a wy spijcie - zarządził Dino Zebra z żyrafa położyli się spać, a Dino usiadł pozostawiony sam sobie i swoim przemyśleniom? Co teraz Dino będzie? - myślał w duchu chłopczyk. - Nie mogę się bać, to tylko las - próbował dodać sobie odwagi. Naprawdę bal się ze którejś z mrówek partyzantów powiną kupon dla siebie i on tego nie zauważy, wiec schował go do wewnętrznej kieszeni polarka. Miął śliczny niebieski polarek. Mama kupiła mu go na urodziny i od tamtej pory chodzi w nim codziennie po mleko. Minęły dwie godziny, Dino już ledwo kontaktował, spojrzał na towarzyszy i obudził Czarlsa oświadczając mu, że już jego pora na warte. Czarls jakoby wyspany wstał i Dino się położył próbując zasnąć. Czarls wybudzając się ze snu starał sobie przypomnieć o czym śnił, ciężko mu to przychodziło z racji ze jest dziurawy bardziej od babci mrówki ale mniej od siostry Żyrafy. W końcu nadeszło olśnienie i już wiedział... Śniła mu się wspaniała sawanna, na której miął tyle panienek ze przesada. Wszystkie mówiły do niego 'Czarls... ale ty jesteś piękny...', inna z kolei 'Czarls, co ty robisz ze masz takie wspaniale kopytka'. Nasz wartownik rozsiadł się wygodnie i zaczął dalej marzyć o takich pięknych chwilach, aż w końcu zasnął. Minęły niecałe dwie godziny, obudziła się najbardziej wyspana Żyrafa. Na powitanie rąbnęła głowa w drzewo. - Ojojoj... czemu ten sufit tak nisko - wyszlochała zrozpaczona nazywając gałąź od drzewa sufitem (żyrafa z natury była bardzo niezdarna. Często była pośmiewiskiem, ale i tak wszyscy ja lubili). 'Hmmm..' pomyślała, zaczęło jej się kręcić w głowie. Nagle doznała olśnienia, jakby spadło na nią z silą wodospadu Niagara, jak ciepły letni deszcz, jak 10 tonowy ołów z bajki na CARTOON NETWORK, jak wiadro wody w smingus dyngus z dziesiątego pietra. - Czemu nikt nie pilnuje kuponu !!!?? - wykrzyknęła olśniona. Zaczęła budzić Dina i Czarlsa. - Co jest pięć ? - odpowiedział luźnym głosem Czarls - No właśnie... - odpowiedział Dino - Kto ostatni pilnował kuponu i zasnął??!! - wykrzyknęła spieniona i oburzona żyrafa - Jaa... - Czarls niewinnie odpowiedział z głową spuszczoną w dół jakby dokonał najgorszego przestępstwa w życiu i został zganiony przez własną matkę Hipopotama. - I gdzie jest kupon??!! - żyrafa przejęła inicjatywę mówiąc jak prokurator w sądzie do oskarżonego. - Eee, aaa.. nie wiem... - dalej ze spuszczona głową kontynuuje swój wywód Czarls Dino zdziwiony i nie kumający za bardzo patrzy się na to wszystko z boku myśląc o tym co mu się śniło. Śniło mu się, że jest wielkim Tyranozaurem Rexem i wszystkie panienki się za nim oglądają. W tle jednak słyszał sprzeczkę żyrafy i jej brata. 'Tylko nie te tłuki..' pomyślał w duchu. - No to co się stało z kuponem?? - krzyczała wściekła żyrafa - No przecież ja go mam - powiedział Dino przerywając ich kłótnię - Y, jak to ? Jak Ty go masz ? Czemu nic nie mówiłeś ? - zaczęło zadawać chórem pytania rodzeństwo - No, bo przy pierwszej warcie schowałem go przez przypadek do mojego polarka żeby nikt go nie ukradł. Zapomniałem, ze Czarls miał go pilnować - tłumaczył się Dinozaurek - No to super - powiedziała obrażonym głosem żyrafa - I co teraz robimy ? Gdzie idziemy ? - spytał z oddali Czarls, był trochę zmieszany jakby wpadł do miksera na maksymalnych obrotach robiącego placki ziemniaczane - No idziemy spać, nikt nie musi już stać na warcie, bo Dino ma kupon w kieszeni w swoim polarze - powiedziała ostentacyjnym tonem żyrafa - Mądralińska - mruknął pod nosem jej brat - Jakieś sapy ? - burknęła żyrafa patrząc na zebrę z góry (bo skąd ? z dołu?) - Dobra nie, chodź w kimę. I spali, i spali, chrapali, i sapali, i spali... Pierwszy obudził się Dino. Zachrypniętym głosem powiedział: - Wstawajcie! Dino przypomniał sobie, ze ma ze sobą mleko, które kupił przed wyprawą w sklepie u pana Lamy. W tej samej chwili w jego malutkiej główce pojawił się problem: co zrobić z mlekiem? Postanowił ułamać z najbliższego drzewa gałązkę. Była dość wysoko, więc Dino musiał oderwać swoje tłuściutkie ciało od ziemi. Nie było to łatwe. Skacząc nadwerężył sobie dwudzieste trzecie żebro. Bardzo go to bolało, i w duszy, i w ciele, że nie jest takim wysportowanym dinozaurem jak jego Idol Tyranozaur Rex. Popłakał się. Gdy jego łzy spadały na ziemie chlapiąc jego nogi i czyszcząc brud między jego paznokciami, żyrafa zlitowała się nad nim i nie wysilając się specjalnie zerwała upatrzoną przez niego gałązkę, która była odpowiedniej grubości, aby utrzymać jego dwa ciężkie mleka. Dino ucieszył się na widok zerwanej gałązki. Natychmiast wyciągnął woreczek foliowy (ze sklepu Żuczek), włożył do niego mleka i zawiązał na gałązce. Tą gałązkę z założonym na niej woreczkiem zarzucił sobie na bark. Wyglądał z tym jak włóczykij (ale on jest z innej bajki). Po tym całym zamieszaniu obudził się Czarls. Jego paski trochę wyblakły, oznaczało to, że był niewyspany. - O ja, przesada, mhmmm... - przeciąga się Czarls odsapując i przypominając sobie sen który jest tak blisko pamięci w jego mózgu ale jednak daleko i nie może sobie biedny przypomnieć o czym śnił - ale miałem sen... - niepewnie rzuciła hasłem bo i tak nie pamiętał tego co mu się śniło, ale żeby nie wyjść na dziurawca przed ekipą rzucił takowym hasłem. - Co ci się śniło - standardowe pytanie żyrafy kiedy ktoś coś powie, żyrafa pyta byle by pytać, nawet bezsensu (np. ktoś powie 'szklanka jest ze szkła', żyrafa odpowie na nie 'co?' bądź 'czemu?'). - Co? - Pytam co ci się śniło... - z lekkim zażenowaniem odpowiedziała siostra na krótkie i niewymagające odpowiedzi pytanie brata. Trochę leniwe pytanie, dające czas na zastanowienie. Jeśli się mówi 'co?' zabiera to mówcy mało czasu, a także daje czas na zastanowienie, ponieważ druga osoba z dialogu musi powtórzyć to co powiedziała przed chwilą, a czego pierwsza osoba nie zrozumiała. - A tam, takie pierdoły - z lekkim niepokojem brat odpowiedział bez chwili namysłu, aby siostrzyczka jego ukochana nie pomyślała, że nie pamięta - Aha.. - ze zrezygnowaniem żyrafa, bez mocy do następnego pytania bądź kontynuowania dialogu - Dobra, nie czas na gadanie, trzeba wyruszać!! - wrzasnął Dino z oddali podziwiając efekt swej pracy czyli uwieszonego mleka w worku na gałęzi - przez te wasze gadanie dużo czasu straciliśmy. - Idziemy - Dinuś (jak to mama miała w zwyczaju mówić na niego zdrobniale) rzuciła hasło i wyruszyli. Minęli miedzy innymi 2 sklepy i ich nie zauważając szli tak nasi przyjaciele, przez las i szli i szli i szli. W końcu gdy minęli saunę i latający lunapark który miał lądowanie, niedaleko pomniku 'Ku czci Diplodokowi', a pod spodem wyryty napis w nawiasie '15,27m ogon' zobaczyli to... Był duży, wręcz za duży aby pomieścił się w ich małych źrenicach... Stał dumny i prężny, pachnący jeszcze farbą Bilboard... Napis 'Wygraj pieniądze dzięki szczęściu' nad mniejszym 'Wystarczy 6 cyfr' rzucał się w oczy jak piasek na Saharze, jak fala na wzburzonym oceanie czy jak lód na Antarktydzie (w ostatecznym przypadku jak księżyc w pełni na bezchmurnym niebie zimą). Pod spodem była lista (dość spora) z większymi kolekturami lotka, tam gdzie można odebrać największe wygrane. W gąszczu kolektur znajdował się Budapeszt, który w oczach trójki przyjaciół rzucał się najbardziej w te oczy. Obok niego napisany adres ul. Fazowa (koło sklepu 'Rąbek tajemnicy'). - Ta tablica spadła nam jak deszcz z nieba... - zaczął mówić uradowanym głosem Dino - Wyszła jak kretowisko spod ziemi... - dodała od siebie żyrafa Czarls tylko stał z otworzonymi ustami w kształcie dużej litery 'O' bądź bułki kajzerki czy 'Jeżyka'. Ust nie mógł zamknąć jak gdyby miał wsadzoną żarówkę, której wyjęcie granicy z cudem (naprawdę z małą operacją plastyczną), gdyż może ona pokaleczyć wnętrze jamy ustnej. - No to kto zapamiętuje adres? - spytał nieśmiało Dino - Nie wiem, może zagramy w marynarza? - kontynuując nieśmiały ton Dina, odpowiedziała żyrafa - To może zapiszemy? - pytaniem odpowiedział Czarls. Tonem głosu sprawiał wrażenie jakby faktycznie wyjęto mu dopiero żarówkę z ust. Odpowiedzi nie słyszał przez około 23 do 26 sekund. Dino i zebra byli w stanie w którym był Czarls przed zadaniem pytania, a zarazem cennej odpowiedzi. - Starczy... Ty Czarls zapisz i wyruszamy - skwitował po chwili przerwy Dino Po wykonaniu odpowiednich czynności wyruszyli przyjaciele w dalszą podróż i na zabicie czasu dużo rozmawiali o przeszłych czasach. Wspominali czasy wprost z wakacji. Ulubionym ich zajęciem była zabawa w chowanego albo w podchody. Kiedyś żyrafa udawała strusia i schowała głowę w studzienkę kanalizacyjną. Wtedy szukał akurat Dino i gdyby nie to że dostał jej ogonem po pyszczku jak przechodził obok to by jej nie zauważył. Tak wspominając wesołe czasy minęła droga z lasu i wyszli nad morze... Zdziwili się tak, 'że cisza z ich ust wydobywała się kilkanaście sek.' jak to mawiała pani sowa od matematyki gdy ktoś był u niej przy odpowiedzi nieprzygotowany. W końcu gdy ich refleksje przenikły przez przyjaciół i każdy kontaktował zauważyli niedaleko brzegu port dla balonów... - What is it doing here??! - wykrzyknął Dino z wrażenia. - Nie chwal się swoją angielszczyzna... To jest port balonów, kumasz gościu serdelkowy??!! - z podnieceniem wykrzyknął Czarls. - O ja... Co to tu robi? - zdziwiona żyrafa wybełkotała. - Stoi - Ale czemu nad morzem, a nie nad lasem? - A czemu nie inaczej? - Ta odpowiedź Czarlsa na pytanie żyrafy zamknęła jej okrąglutki pyszczek. Trójka przyjaciół chwile nie kontaktowała, pierwszy ocknął się Dino - Dolecimy tym do Budapesztu!!! - wykrzyknął z euforią. - A mamy klepak? - luzackim głosem Czarls zapytał. - Pokażemy kupon i powiemy, że zapłacimy jak nas dowiezie gościu, myśl trochę !! - zakończył luzakowanie Czarlsa Dino. Żyrafa cały czas można by rzec, że stała w kącie i się przysłuchiwała gdyby byli w jakimś pokoju. Ocknęła się po chwili wykrzykując hasło: - Idziemy ! I wyruszyli, droga ich była daleka, spotkali wielbłąda jak to na pustyni zwykle bywa, a także wieloryba, prawdopodobnie jednego z kolegów dziadka paskowatego rodzeństwa jak na morze przystało. Po wyprawie wielkiej przygód jak wbicie dromaderowi, że ma dwa garby. Wbili także wielorybowi, że jest szczerbaty, co miało poważne konsekwencje w skutkach, gdyż gdy płynął myślał, że nie ma zębów i mu się dużo wody wlewa się do pyska, więc płynął z zamkniętą paszczą. W końcu gdy doszli do portu ich oczom ukazało się wspaniałe zbiorowisko balonów, różnokształtnych, kolorowych, długich, krótkich... Niektóre świeże, dopiero co wyszły z taśmy produkcyjnej. Wśród tłumu balonów wyróżniał się duży zielony z czerwonym koszykiem balon. Był on okrąglutki jak bombka wisząca w czasie świąt Bożego Narodzenia na choince. Model raczej większy to znaczy wyrazisty zielony, od którego odbija się słońce latem, a wokół tego balonu świeci się otoczka. Podróż takowym balonem musi być kwintesencją przyjemności podróżowania tym specyficznym środkiem lokomocji. - Bierzemy ten. - krótko i zwięźle wyraził się o tym balonie Dino, zarazem rozkazując reszcie przyjaciół. - A jak się on nazywa? - spytał Czarls. - Hmmm, ja tam widzę napis... czekaj, czekaj... Kometa !! - odpowiedziała mu siostra, która mimo długiej szyi nie widziała dokładnie napisu na koszyku i balonie. - To co, bierzemy kometę ? - ze zniecierpliwieniem na twarzy Dino... - A czemu nie inaczej ? - powtórzył pytaniem odpowiedź sprzed kilku minut Czarls. - Bo się wzniesiemy wysoko, odlecimy... - rozmarzyła się w tle żyrafa. - Ja chcę odlecieć, wysoko, 'so high...' - zaśpiewał z wyczuciem Dino - No to idziemy wynająć do szefa gdzieś tu, dawajcie cho ! - rzucił rozochocony Czarls. Podeszli do budki, wydawało się że w niej wynajmuje się balony, w środku siedziała stara brodata osoba... - Dzień dobry! - zaczął śmiało konwersację Dino. - Yo! - chórem krzyknęło rodzeństwo stojące obok, luzackim tonem wywyższając się nad słoniami. - Witam... - głosem jak w horrorze odpowiedział osobnik siedzący w budce. Widać było tylko jego tułów, twarz była zasłonięta, to znaczy nie mieściła się w malutkim okienku kiosku. - Chcieliśmy wynająć ten oto balon. - wkręcił się w dialog z osobnikiem w budce Dino. Dopiero zauważył, że ten osobnik to jest Archeoptak. - Wiesz młodzieńcu, że to dużo kosztuje? - Domyślam się. - Gdzie chcecie nim lecieć? Pozwiedzać okolice, czy może jakiś konkretny cel? - Chcemy polecieć do Budapesztu! - z dumą stwierdził Dino. - To będzie kosztowało 512300 zł z przewoźnikiem lub 412300 zł bez przewoźnika. Dino z przyjaciółmi po chwili naradzania się stwierdzili, że bez przewoźnika. - Bierzemy bez przewoźnika. - A kto będzie nim sterował?? - zadał pytanie, choć było ono głupie. Po co się pytał czy z przewoźnikiem czy nie? Na to pytanie odpowiedź zna tylko on. - No my! A kto?! - wykrzyknęli przyjaciele. - Ok, to poproszę pieniądze. - Eee, yyy, jest pewien problem, nie mamy gotówki, posiadamy zatem kupon lotka na który jest gwarantowana wygrana I stopnia. - dumnie powiedział Dino i wypiął do przodu pierś. Po chwili, która trwałą około 20minut Archeoptak sprawdził kupon i stwierdził, że wypożyczy im balon. Trójka przyjaciół ucieszona jakby go nabili i to była nieprawda skierowała się w stronę wybranego przez nich wcześniej balonu... Ich oczy zmieniły się w talerze, albo nawet półmiski, szyja żyrafy sprawiała wrażenie dłuższej niż zwykle. - Dziękujemy i do zobaczenia! - na pożegnanie wykrzyknęli do Archeoptaka. Gdy już doszli do balonu, pierwsza weszła żyrafa (musiała się schylić, bo niestety balon nie miał 4 metrowego koszyka), następnie wszedł Czarls i na końcu Dino. Dino z Czarlsem odczepili liny, które powodowały, ze balon sam nie odlatywał. Nagle wznieśli się w powietrze. Na ich twarzach pojawiły się kajzerki, jak z piekarni. Takie jeszcze gorące. Takie mieli miny. Dokładnie. Nadal się wznosili w powietrze. Powoli, lecz aksamitnie. Uczucie to było niesamowite. Lekki powiew wiatru zabujał balonem, i nagle uniknęły z ich twarzy kajzerki. Przestali się wznosić, byli już dość wysoko, gdy nagle żyrafa spojrzała jak wysoko nad ziemią się znajdują. Teraz to można dopiero powiedzieć, ze miała kajzerkę na twarzy. Jej kajzerka była tak wielka, że można by było włożyć do niej 2kg kartofli. Czarls trochę ją zeschizował, prawie żyrafa się poszczała w majtki. W tym czasie, gdy rodzeństwo się schizowało, Dinozaurek podziwiał krajobraz. Widział prawie cały ogród zoologiczny, w którym się znajdowali od urodzenia. Byli oni w ogrodzie, który miał największy obszar drzew na swoim terenie, i nasi główni bohaterowie mogli wybierać się na grzyby, no prawie na grzyby, bo w tym lesie nigdy nie było grzybów. Był to las typu Plastick. Czyli drzewa te były plastikowe. Zwierzątka te nigdy nie widziały prawdziwych drzew, więc te plastikowe drzewka im nie przeszkadzały. Były dla nich tak samo normalne, jak dla osób spoza ich ogrodu zoologicznego, prawdziwe drzewa. Ok, to wszystko widział Dino. Patrzył się na cały ogród, rozpościerał się on od jednego końca horyzontu do drugiego. Tak był ogromny. Nagle, na niebie zaczęły się pojawiać ciemne chmury. Początkowo znajdowały się daleko, ale z bardzo dużą prędkością się poruszały. Stawały się coraz ciemniejsze, i coraz bardziej mistyczne. Dino popukał w ramię dalej schizujące się rodzeństwo: - Ej, co to za chmury ? Idzie burza ? - zapytał lekko przestraszony Dino! Żyrafa i jej brat ocknęli się i spojrzeli dookoła siebie... - Eee... yyy... Boję się - powiedziała jeszcze bardziej przestraszona od Dina żyrafa - Ja tez. - zaczął zgrzytać zębami Czarls - Naprawdę, bardzo się boję - ledwo co wybełkotał Dino - Ejj, mam pomysł. Widzieliście jak zawsze wyrzucają te worki z piaskiem czy z czym ? Żeby wznieść się wyżej ? To może my tak zrobimy, i polecimy ponad chmurami, co ? - zaproponował wystraszoną resztę przyjaciół - Oookkk - zająkała się żyrafa Zebra z pomocą Dina odpięli dwa worki z piaskiem. Wznosili się coraz wyżej, ale nadal byli pod chmurami... - Jejku, te chmury chyba się nigdy nie skończą - mówiła cały czas przestraszona żyrafa - wymyślcie cos! - krzyknęła ze złości, i bezradności żyrafa - Czarls, to co robimy ? Męska decyzja... Próbujemy nad czy pod ? - zapytał męsko Dino - Nie wiem - odpowiedział męsko Czarls - No to super - powiedziała żyrafa Chwila ciszy... wszyscy się zamyślili. Musieli zdecydować co zrobić - Ejj... widzę Budapeszt (to była tak naprawdę jedna z części ich ogrodu zoo) ! - wykrzyknął z radością Dino - Faktycznie! - wykrzyknęła żyrafa i aż podskoczyła z radości... Żyrafa przesadziła z tym rogalem i nadepnęła sobie na ogon, gdy skakała. Prawie by wypadła z balonu gdyby nie to, że była przypięta pasami bezpieczeństwa. - Ja, Ty to musisz nasiać w najlepszych momentach - zamarudził pod nosem Czarls - Przestań już! Zaraz schodzimy z tym balonem na dół, zbliżamy się do Budapesztu - dowaliła mu żyrafa - Y. Czekajcie... - zamyślił się Dino Dino musiał przeanalizować całą sprawę... - Skoro wyrzuciliśmy worki z piaskiem, żeby się wznieść, to co mamy zrobić żeby spaść na dół ? Wyskoczyć ? - zapytał i w tym samym momencie żyrafa z Czarlsem mało co by się nie zakrztusili śliną. - Cooo ? Yyyyy... - zająkała się żyrafa - Cooo ? Eeeee... - powtórzył Czarls - No, właśnie, co mamy zrobić teraz ? - zaśmiał się ze strachu Dino - Hm. O! Wiem! Ma ktoś szpilkę ? - wykombinował coś Czarls - Ja nie - zanegował Dino Chwila ciszy. Żyrafa stała wpatrzona w Budapeszt. Marzyła o tym, aby znaleźć się teraz na ziemi. Na kochaniutkim lądzie. A nie w tej strasznej przestrzeni. Wszyscy w ogóle zapomnieli przez tego rebusa o strasznych chmurach, które już dawno ominęli. - Żyjesz ? Co robisz ? - poszturchał ją brat - A, no. Coś mówiliście ? - obudziła się żyrafa - No. Dawaj spinkę do włosów, bo musimy przebić balon żeby zejść na dół - powiedział jej dość szybko Czarls - Czemu ja ? - zapytała zdziwiona żyrafa - No bo przecież nikt inny nie może mieć spinki niż ty. Przecież jesteś kobietą. Czy może nie ? - zapytał retorycznie Czarls - Mowie, ze nie mam. Przecież nie mam włosów tylko sierść! - Dobra, to już nie ważne z tą spinką... - powiedział Dino - przecież żyrafa możesz przegryźć balon, tylko się wyprostuj. Nie to, ze się z Ciebie śmieje, ale masz długą szyję i możesz przegryźć ten balon - dokończył Dino Po długich negocjacjach jak podczas porwania córki szejka albańskiego żyrafa przegryzła balon, i prawie co by sobie zębów nie wyrwała. Balon był dość mocny. Wiadomo, musiał być mocny aby utrzymać taki zwierzyniec. Leciutko spadali, zbliżali się do powierzchni naszej wypełnionej wodą w 71% planety, opadali jak piórko na lekkim wietrze. Gdy zbliżyli się do ziemi... - Krzysiu! Wstawaj! - zawołała z drugiego pokoju Mama Krzysia - Późno już! Na 8 do szkoły masz - dokończyła Krzyś się obudził. Cała ta opowieść okazała się tylko snem jednego z uczniów podstawówki w podwarszawskiej miejscowości. Krzysiu miał bardzo bujną wyobraźnię. Motyw głównego bohatera, dinozaura skojarzył mu się z kursorem w windowsie kolegi. Miał taki kursor, dinozaura, który chodził w miejscu. Inspiracją do wysnucia tej bajki było kilka piątków, i sobót, i czasem też niedziel i poniedziałków. Rzadziej wtorków. Krzyś poszedł do szkoły myśląc o swoim śnie.

 

Bajka napisana przez KKKas'a i Adiego!

 

<<< powrót